ZAMASKOWANA ŚRODA Z SINGASHOP.PL | INNISFREE IT'S REAL SQUEEZE MASK MANUKA HONEY

ZAMASKOWANA ŚRODA Z SINGASHOP.PL | INNISFREE IT'S REAL SQUEEZE MASK MANUKA HONEY


Przed nami kolejny (tutaj macie poprzedni <klik>) wpis Zamaskowanej Środy we współpracy z Singashop, który, jak udało mi się zasłyszeć, poszerza swój asortyment aż czterokrotnie! Na myśl o tym sama przebieram nożkami, ale dziś zapraszam Was na recenzję maski Innisfree It's Real Squeeze Mask Manuka Honey, która jest dostępna w sklepie internetowym już teraz :) 


Jeśli czytaliście wpis o masce w wersji kiwi, to już doskonale wiecie, jak zauroczyły mnie opakowania całej serii It's Real Squeeze Mask. Nie będę się więc nad tym zbytnio rozwodzić - po prostu spójrzcie, jak realnie, a przez to smakowicie, wygląda ten złocisty plaster miodu... :) Dzięki temu, już na samym wstępie czuję się bardziej przekonana, że produkt wykorzystuje to, co dobrego daje nam natura.


Oczyściłam twarz kojącym płynem micelarnym Bielenda i spryskałam twarz wodą różaną. Na tak przygotowaną skórę nałożyłam płachtę, po około 10 minutach odwróciłam ją na drugą stronę (to podchwycony trik, aby wyciągnąć z maski jak najwięcej, o ile druga strona nie zdążyła podeschnąć) i odczekalam jeszcze 5 minut. Do płachty nie mam zastrzeżeń - wykonana z syntetycznego jedwabiu, dobrze się trzyma, nie zsuwa, jest odpowiednio elastyczna. Zapach z początku był dla mnie dość drażniący (przykry skutek alkoholu w składzie), jednak mając już później produkt na twarzy, można było wyczuć jedynie delikatną słodką woń.


W masce Innisfree Manuka Honey mamy do czynienia z esencją wodną, która w swojej konsystencji jest lżejsza od emulsji - przez co łatwiej i szybciej wchłaniana jest przez skórę. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu, ten typ esencji jest bardzo rzadki i lejący, przez co możemy spodziewać się jej nadmiaru na dnie opakowania. Wiecie jednak, że takich resztek się nie marnuje - wklepałam esencję w szyję i dekolt.


Jak mówi opis z tyłu opakowania, maska zawiera bogaty w składniki odżywcze miód manuka (w praktyce jest to ekstrakt, siódme miejsce w składzie), który nawilża suchą skórę nadając jej zdrowego wyglądu. Singashop w polskim tłumaczeniu dodaje, że produkt dodatkowo intensywnie regeneruje, odżywia, łagodzi podrażnienia (co zawdzięczamy soku z aloesu) i hamuje procesy starzenia. Analizując skład, zwróciłam uwagę na tzw. Jeju green complex. Pod tym skrótem kryje się aż pięć ekstraktów, które zawiera każda maska z serii It's Real Squeeze Mask: ekstrakt z zielonej herbaty, mandarynki, kaktusa, kamelii japońskiej i orichidei. Ten kompleks jest na pewno czymś wyróżniającym te maski, bo wcześniej nie miałam o nim pojęcia; ma on zapewniać zdrowy wygląd naszej skórze. Mamy również kilka typowych substancji, takie jak sól potasowa kwasu hialuronowego, betaina czy gliceryna, które odpowiadają za działanie głęboko nawilżające. Innisfree w swoich kosmetykach nie stosuje składników zwierzęcych - miód manuka powstaje z nektaru krzewów manuka rosnących w Nowej Zelandii i jest nieziemsko drogi.


Przechodząc do rezultatów, czyli tego, co zapewne najbardziej Was interesuje :) Wersja miód manuka z nawilżaniem skóry poradziła sobie bardzo dobrze, czyli jej główne przeznaczenie zdało egzamin na piątkę. Cera wyglądała na zdrowszą, widocznie odżywioną, zyskała też, ostatnio bardzo pożądane określenie, delikatny dewy look.  Ze względu na obecność soku z aloesu w składzie, bardzo liczyłam na załagodzenie podrażnień i faktycznie zaczerwienienia stały się mniej widoczne. 


Maski Innisfree pomału robią sobie u mnie bardzo dobrą opinię; spełniają swoje główne założenia, składy mają niemalże bez zastrzeżeń i, co dla mnie bardzo istotne, nie podrażniają mojej skóry, a wręcz ją uspokajają. Dodatkowy plus za kompleks Jeju green - liczę, że ekstrakty w nim zawarte przy systematycznym stosowaniu masek z serii It's Real Squeeze Mask pomogą zachować zdrowy wygląd mojej cery. Możecie je dostać w sklepie internetowym Singashop w cenie 12 zł lub w pakiecie pięciu sztuk za 50 zł. Jako ekonomistka - sugerowałabym opcję numer dwa :)

Znalezione obrazy dla zapytania singashop


ZAMASKOWANA ŚRODA Z SINGASHOP.PL | INNISFREE IT'S REAL SQUEEZE MASK KIWI

ZAMASKOWANA ŚRODA Z SINGASHOP.PL | INNISFREE IT'S REAL SQUEEZE MASK KIWI



Dzięki uprzejmości singashop.pl, który jest sklepem internetowym z azjatyckimi kosmetykami, mam okazję testować dla Was maski w płachcie Innisfree It's Real Squeeze Mask. Słyszałam o tej marce dużo, jednakże w gruncie rzeczy była to moja pierwsza styczność z ich produktami. Na pierwszy ogień poszła maska w wersji kiwi, która ma działanie głównie wygładzające i oczyszczające. W kolejnych Zamaskowanych Środach przedstawię Wam It's Real Squeeze Mask w wariantach rose (róża), pomegranate (granat), manuka honey (miód manuka) i cucumber (ogórek). Możecie dać mi znać w komentarzach, której z nich jesteście najbardziej ciekawi, i która ma pojawić się najszybciej :)


Zacznę od szaty graficznej maski, mimo, że zazwyczaj nie poświęcam temu aspektowi większej uwagi w swoich recenzjach. W końcu to działanie kosmetyku jest najważniejsze, a nie to jak wygląda :) Muszę jednak przyznać, że to, jak pięknie prezentują się maski Innisfree, skłoniłoby mnie do ich zakupu w ciemno. Realne zdjęcie świeżego pokrojonego kiwi i tego samego owocu rozgniecionego na drewnianej łyżce zaraz nasuwa myśl, że będzie to produkt wykorzystujący dobra natury.


Po wyjęciu maski w opakowaniu pozostało niewiele emulsji (pojemność standardowa, czyli 20ml), co osobiście uważam za plus, bo oznacza to, że płachta jest dobrej jakości i doskonale trzyma w sobie esencję. W przypadku serii masek Innisfree mamy do czynienia z 3-warstwową płachtą z syntetycznego jedwabiu. Po przygotowaniu skóry, czyli uprzednim jej oczyszczeniu i wklepaniu wody z kewry, nałożyłam maskę na 20 minut. Przez chwilę towarzyszył mi bardzo przyjemny, świeży i słodki zapach kiwi (szczerze, nie spodziewałam się, że będę mogła go tak wyraźnie poczuć!). 


Jak możecie zobaczyć na zdjęciu, sama esencja w tej masce występuje w postaci emulsji. Ten rodzaj esencji jest bardziej treściwy i odżywczy, ma również wręcz mleczną konsystencję, która łatwo wchłaniana jest przez skórę. 


Mam skórę skłonną do podrażnień, często reaguje zaczerwienieniem nawet po delikatnym jej oczyszczeniu. Po zdjęciu maski zauważyłam, że cera była ukojona, jak również miejsca wokół pojedynczych niedoskonałości. Producent wspomina, że zawarte w masce ekstrakty z grejpfruta (szóste miejsce w składzie, nieźle!), skórki mandarynki i najprawdziwszy sok z kiwi (siódme miejsce, 200mg) głeboko oczyszczają i rozjaśniają przebarwienia. Rozjaśnienie zauważyłam, rzecz jasna, na całej skórze twarzy, cera promieniała i wyglądała na zdrową i wypoczętą. Co do głebokiego oczyszczenia - niedoskonałości zmniejszyły się w ciągu nocy, ale prawdopodobnie nastąpiłoby to i bez pomocy maski; pory natomiast były nieco zwężone.


Efekty długotrwałe to wyraźne wygładzenie i zmiękczenie skóry, co wydaje mi się być w głównej mierze zasługą polidimetylosiloksanu (suchy emolient, który nie powoduje powstawania zaskórników, więc mimo, że to silikon, nie należy się go obawiać). Ciekawym składnikiem w zawartości jest jeszcze sól sodowa kwasu hialuronowego, która ma właściwości wiążace wodę, dzięki czemu odpowiednie nawilżenie odczuwalne jest przez dłuższy czas. Jestem mile zaskoczona, że znalazłam wiele składników aprobowanych do stosowania w kosmetykach naturalnych. Ponadto maska ma oznaczenie 5-free system, czyli jest wolna od barwników, olejów mineralnych, składników zwierzęcych, sztucznych substancji zapachowych i imidazolidynylomocznika (konserwant mogący uwalniać szkodliwy formaldehyd).


Podsumowując - to był bardzo dobry początek testów masek Innisfree It's Real Squeeze Mask. Mam nadzieję, że pozostała czwórka wypadnie tak samo dobrze albo i lepiej :) Tylu ekstraktów nie doszukałam się jeszcze w żadnej innej masce (poza wspomnianymi wcześniej, mamy jeszcze ekstrakt z liści kamelii, orchidei, kaktusa, zielonej herbaty...). Oprócz tego - dobre nawilżenie, gładkość i elastyczność mojej skóry utrzymywała się jeszcze długo na satysfakcjonującym mnie poziomie. Maskę możecie dostać w sklepie internetowym SingaShop w cenie 12 zł.






Znalezione obrazy dla zapytania singashop





#INSTAPOST | 5 POLSKICH INSTAGRAMÓW BEAUTY, KTÓRE WARTO ŚLEDZIĆ

#INSTAPOST | 5 POLSKICH INSTAGRAMÓW BEAUTY, KTÓRE WARTO ŚLEDZIĆ

Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami moją piątką ulubionych kanałów na YouTube. Dzisiaj natomiast chciałam pokazać jedynie niewielką część profili na Instagramie, które, moim zdaniem, warto śledzić. Tym razem skupiłam się na tym, by konta należały do polskich dziewczyn. Każda z nich jest niesamowicie utalentowana i z pewnością wszystkie zasługują, aby pierwszy #instapost należał właśnie do nich :)


5 POLSKICH INSTAGRAMÓW BEAUTY, KTÓRE WARTO ŚLEDZIĆ



@wiskola

Ola z pewnością kiedyś doprowadzi mnie do bankructwa, bo prócz mistrzowsko wykonanych przez nią makijaży, na jej profilu znajdziemy także kuszące zdjęcia palet cieni, rozświetlaczy i reszty jej kosmetycznej kolekcji. Koniecznie musicie do niej zajrzeć!



@klaudia.owczarek

Niesamowicie kreatywna i pomysłowa! Jej makijaże są zawsze świetnie wykonane: czyste i doskonałe pod względem technicznym. Charakteryzacje, makijaże artystyczne i tematyczne to, moim zdaniem, prawdziwe arcydzieła!


@_joanh

Joasia, czyli właścicielka najpiękniejszych i największych błekitnych oczu na całym Instagramie! Jej makijaż oka jest niedościgniony i zawsze wprawia mnie w zachwyt - chciałabym potrafić namalować tak idealną kreskę jak ona :) 


@natalia_trojan

Zdjęcia Natalii to dla mnie niekończące się źródło inspiracji! Mam ochotę odtworzyć każdy jej makijaż, ale obawiam się, że do części z nich na pewno brak mi jeszcze zdolności :) Zawsze też podpatruję, jakie aktualnie Natalia nosi paznokcie - nie zdziwi Was pewnie, że moim zdaniem idealne!


@guell.a

Makijaże dzienne, jak i wieczorowe, przepiękne zdjęcia używanych przez Anię kosmetyków - to wszystko czym zachwycam się na jej profilu :) Od niedawna możecie oglądać ją również na YouTube, do czego serdecznie Was zachęcam. 



Korzystając z okazji zapraszam również na swojego Instagrama: @laolamiku.beauty :)



Był Wam już znany któryś z pokazanych przeze mnie profili? Zgodzicie się, że Nasze dziewczyny są mega utalentowane? :)


ZAMASKOWANA ŚRODA | CONNY WĘGIEL DRZEWNY MASKA OCZYSZCZAJĄCA

ZAMASKOWANA ŚRODA | CONNY WĘGIEL DRZEWNY MASKA OCZYSZCZAJĄCA

Marka Conny jest dla mnie absolutną nowością i pewnie, gdyby nie kwietniowe pudełeczko CuteBox, wciąż nie miałabym z nią żadnej styczności. Maskę Węgiel drzewny pokazywałam Wam już w openbox wspomnianego pudełeczka i zyskała duże zainteresowanie w komentarzach. Nie mogło więc zabraknąć jej recenzji w Zamaskowanej Środzie, na którą dziś serdecznie zapraszam :)


Wersja maski Węgiel drzewny ma działanie oczyszczające i wygładzające. Dodatkowo, jeśli wierzyć słowom producenta, reguluje ona wydzielanie sebum, pomaga utrzymać tłustą cerę w czystośći i chroni ją przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Ze względu na przeznaczenie maski, użyłam jej w czasie, kiedy na mojej twarzy wyskoczyło kilka niedoskonałości, a skóra nadmiernie się przetłuszczała. 


Już po chwili od nałożenia maski poczułam, że jest mi... bardzo ciepło! Mówię tu o obszarze twarzy, skóra nie piekła ani nie szczypała, tylko ewidentnie bardzo szybko podniosła swoją temperaturę. Takie zjawisko w przypadku masek w płachcie jest normalne (ale czemu w przypadku tej było to aż tak odczuwalne?), skóra pod bawełnianą płachtą przez 15-20 minut może podwyższyć swoją temperaturę nawet o kilka stopni. Sprzyja to chociażby rozwojowi bakterii, dlatego warto pamiętać, że nie wszystkim posiadaczom mieszanej, tłustej cery służą azjatyckie maski w płachcie. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? :)


W przypadku tego produktu ciepło, które się pojawiło, stało się jednak bardzo szybko zbyt uciążliwe. Mam kilka teorii, czym takie zjawisko może być spowodowane: zbyt gruba, mało przewiewna płachta lub taka nie wykonana w 100% z bawełny, formuła pozbawiona składników dających przyjemny cooling effect lub nadmiar tych wpływających na podwyższenie temperatury skóry. Najbardziej prawdopodobnym problemem w tej masce wydaje mi się być sama płachta. W końcu żadnego pieczenia czy szczypania nie odczułam. Po zdjęciu maski (dałam jej jednak nie więcej niż 10 minut) moje policzki były zarumienione w takim sam sposób, jak po gorącej kąpieli czy saunie. Pory były lekko rozszerzone, jednak prędko wróciły do stanu pierwotnego. Jedyne pozytywy, jakie mogłam dostrzec od razu, to wygładzenie i całkiem przywoite nawilżenie cery. 


Jeśli chodzi o kwestię, czy maska reguluje wydzielanie sebum, to jest mi ciężko się do tego obiektywnie odnieść po jednym zastosowaniu. Faktycznie, makijaż następnego dnia nie wymagał kolejnego przypudrowania, co normalnie robię po 5-6 godzinach. Czy to jednak zasługa tej maski? Szczerze powiedziawszy, po doświadczeniu z mini-sauną ufundowanej mojej twarzy przez tą maskę, nie mam większej ochoty decydować się na jej zakup po raz kolejny. Zapobieganie przetłuszczaniu się mojej cery zostawię świnkowej masce Elizavecca.



Jak wypadło pierwsze spotkanie z produktami Conny? Z tego co mogliście dziś przeczytać - nie za ciekawie. Wykluczając jakość płachty, uznałabym tą maskę za tą z półki o dość przeciętnym działaniu, żadna rewolucja. Węgiel drzewny, jak i pozostałe rodzaje są dostępne w drogeriach Natura w cenie 7.99 zł. Spróbować można, ale za tą cenę można znaleźć lepsze i co bardzo istotne, komfortowe w używaniu maski :)

Używaliście masek Conny? Mieliście podobnie? Możliwe, że inne wersje nie mają takiego problemu. Koniecznie dajcie znać w komentarzach! :)


MINTI SHOP | NABLA, BLEND IT!, L.A. GIRL, INVISIBOBBLE, GOLDEN ROSE, MARION

MINTI SHOP | NABLA, BLEND IT!, L.A. GIRL, INVISIBOBBLE, GOLDEN ROSE, MARION

Dzisiaj podzielę się z Wami moim ostatnim zamówieniem na Minti Shop - znalazło się w nim paru ulubieńców, do których ciągle wracam, jak i produkty dla mnie całkiem nowe. Każdy niżej wymieniony kosmetyk już wypróbowałam, przynajmniej kilka razy, więc znajdziecie kilka słów mojej własnej opinii :) Jeśli pododobają się Wam takie krótkie prezentacje nowości w mojej kosmetyczce, haule itp. to dajcie znać w komentarzach.



1. NABLA CIEŃ DO POWIEK SELFISH Mam taką umowę sama ze sobą, że jeśli zamawiam na Minti, to mogę pokusić się na jeden i tylko jeden cień firmy Nabla. Jednak 30 zł za sztukę to dużo, a ja chciałabym ich wszystkie przecudowne duochromy... Póki co, trzymając się swojej zasady, mam ich trzy: Selfish, Absinthe i Glasswork. Obiecuję, że jak wypełnie już nimi paletkę na 6 cieni, to zrobię o nich osobny wpis, bo są tego warte!
Cena: 32,90 zł


2. ZESTAW GĄBECZEK BLEND IT! MARBLE BLACK + MINI WHITE Jeśli czytaliście makijażowych ulubieńców roku 2016 to wiecie, że gąbeczka Blend it! jest moim numerem jeden. Kolejny raz wybrałam ją w przepięknym marmurkowym motywie, ale tym razem dorzuciłam do zamówienia także wersję mini. Ma ona lepiej radzić sobie z okolicami skrzydełek nosa, pod oczami, a także służyć do punktowego nakładania korektora. Cena: 29,90 zł



3. L.A. GIRL HD PRO CONCEAL 970 LIGHT IVORY Odkąd odkryłam korektor Fit Me z Maybelline właściwie nie używałam żadnego innego - tak bardzo przypadł mi on do gustu. Jednak jaka byłaby ze mnie miłośniczka kosmetyków, gdybym nie chciała przetestować czegoś nowego :) Wybrałam korektor L.A. Girl w odcieniu Light Ivory (niżej swatch). Pierwsze wrażenie na plus - krycie średnie, trwały, nie marszczy się, ani nie zbiera w zmarszczkach.
Cena: 24,90 zł



4. INVISIBOBBLE GUMKI DO WŁOSÓW BLACK Najlepszy sposób na niegubienie gumek do włosów? Używać tylko jednej! Swoje poprzednie opakowanie Invisibobble miałam ponad rok, bo korzystałam z jednej, aż do jej zniszczenia i dopiero wtedy wyciągałam następną. Gumki Invisibobble są bardzo mocne i trwałe, mi całkowicie rozciągają się, a potem pękają po około 4 miesiącach ciągłego użytkowania. To chyba dobry wynik, prawda?
Cena: 13,98 zł


5. GOLDEN ROSE DŁUGOTRWAŁY ŻEL DO STYLIZACJI BRWI Mój ostatnio ulubiony żel do brwi z Maybelline dobija dna, więc postanowiłam pokusić się na wypróbowanie czegoś nowego. Wybór padł na produkt Golden Rose, o którym słyszy się non-stop i to w niemalże samych superlatywach :) Żel trzyma włoski w ryzach cały dzień, nie skleja ich i pozostawia na nich lekkie, zdrowe nabłyszczenie, co mi osobiście bardzo przypadło do gustu.
Cena: 19,90 zł


6. MARION HAIRLINE MLECZKO PROSTUJĄCE WŁOSY Ze względu na wilgoć wiszącą w powietrzu, która od tygodni nie pozwala moim włosom żyć normalnie, musiałam zainwestować w cokolwiek do ich wygładzania. Szczerze mówiąc, wrzuciłam do koszyka produkt Marion, ponieważ w nazwie miał słowo prostujący (co zwiastuje wygładzenie) i był tani. Nie sądziłam, że okaże się tak re-we-la-cyj-ny. Włosy mam gładkie jak jedwab, naprawdę.
Cena: 5,90 zł



Niżej zostawiam dla Was swatche korektora L.A. Girl, cienia Nabla i żelu Golden Rose.


Mieliście już do czynienia z którymś z tych produktów? Może do zakupu któregoś z nich się przymierzacie? Zapraszam do obserwacji i komentowania :)

OPENBOX | CUTEBOX "SIMPLE"  KWIECIEŃ 2017

OPENBOX | CUTEBOX "SIMPLE" KWIECIEŃ 2017


Kwietniowej edycji pudełka CuteBox przewodzi hasło "Simple", co można interpretować w rozumieniu estetycznym (czarno-biała stylistyka, proste szaty graficzne), jak i w odniesieniu do składów zawartych produktów. Dwie z trzech kosmetycznych propozycji posiadają ponad 90% składników naturalnych, a przekąska jest aż w 100% naturalna! Taki temat pudełka bardzo do mnie przemawia, nie potrafiłam doczekać się dnia wysyłki. Dzisiaj przedstawię Wam jego zawartość - jestem ciekawa Waszych opinii, więc zachęcam do komentowania!


Kilka kluczowych informacji dla tych, którzy o pudełku CuteBox słyszą po raz pierwszy. Omiń, jeśli już czytałeś moje poprzednie posty i jesteś zorientowany w temacie. Nowa edycja CuteBox pojawia się co miesiąc i kosztuje 49 zł plus koszt wysyłki. W pudełku znajdziemy od pięciu do siedmiu różnych produktów, w tym oczywiście kosmetyki, książkę do wyboru z trzech kategorii (kryminał, fantastyka, literatura kobieca), coś słodkiego oraz czasem jakiś gadżet. Zdarzają się również dodatkowe próbki i rabaty do sklepów internetowych. Dla tych, którzy zamiast niespodzianki wolą wiedzieć czego należy się spodziewać w pudełku, CuteBox udostępnia podpowiedzi na swoim facebook'owym profilu. To, jak wyglądała poprzednia, marcowa edycja możecie zobaczyć w moim wcześniejszym poście <tutaj>



1. BE ORGANIC - MLECZKO DO DEMAKIJAŻU JAGODY GOJI & ACAI 200ML
O tym, że produkt znajdzie się w pudełku, wiedziałam z podpowiedzi publikowanych na Facebook'u CuteBox. Ucieszył mnie fakt, że pojawi się kosmetyk naturalny, a tym bardziej marki Be Organic, której nie miałam okazji jeszcze bliżej poznać. Mleczko do demakijażu nie jest czymś, co dodałabym do koszyka podczas swoich zakupów. Jednak jeśli się sprawdzi, może będzie to impulsem do większego zamówienia na Be Organic (na co liczę!).
Cena do: 42 zł (tak jest napisane na karteczce dołączonej do pudełka, jednak na stronie producenta widnieje cena 47 zł za dwupak tego mleczka...)


2. YOPE - MYDŁO W PŁYNIE FIGA REFILL PACK 500ML
Jestem bardzo zadowolona, że CuteBox umieścił aż dwa produkty kosmetyczne, które mają w składzie ponad 90% składników naturalnych. Mydło Yope przychodzi do nas w postaci refill pack - producent zaleca jego przelanie do oryginalnego pojemnika z pompką. Decydując na zakup uzupełnień odciążamy nieco nasze środowisko z plastikowych odpadków. Mnie trafiła się wersja figowa o nieziemskim owocowym zapachu, z którego bije prawdziwy, śródziemnomorski klimat!
Cena do: 15 zł



3. KSIĄŻKA "OSKARŻONY" L. BALLANTYNE
To będzie mocny thriller psychologiczny! Może z powodu coraz ładniejszej pogody powinnam wybierać lżejsze lektury, jednak opis tej książki wgniótł mnie w fotel! Jedno ze zdań mówi, że jest to powieść o ciemnej stronie każdego z nas... Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to trudno będzie mu się oderwać od lektury.
Cena do: 39,90 zł




4. CONNY - MASKA W PŁACHCIE WĘGIEL DRZEWNY

Ostatnio węgiel drzewny w kosmetykach stał się bardzo pożądany, szczególnie w tych przeznaczonych dla skóry mieszanej czy tłustej. W pudełku znalazła się maska w płachcie z tym składnikiem, co jak się pewnie domyślacie, bardzo mi odpowiada. Jestem całkowicie na tak, jeśli chodzi o jednorazowe maski w tego typu pudełkach. Recenzja maski Conny na pewno pojawi się w Zamaskowanej Środzie, a jeśli już jesteście jej ciekawi, jest dostępna w Naturze za nie duże pieniążki :)
Cena do: 7,99 zł



5. ZMIANYZMIANY - BATON "KOSMOS"

Czegoś słodkiego nie mogło zabraknąć! Tym razem jest to baton z energią - w 100% z naturalnych składników, wegański, bez glutenu i dodanego cukru. Takimi słodyczami mogę się zajadać, chociaż nie wiem, czy przystoi nazwanie słodyczą czegoś, co składa się niemalże z samych bakalii. Dla mnie pycha!
Cena do: 6,99 zł


6. PEELING KAWOWY BODYBOOM 30G
Nie we wszystkich pudełkach znalazł się szósty produkt. Należało zdecydować się na trzymiesięczną subskrypcję, aby go otrzymać. Peeling kawowy BodyBoom jest wszystkim dobrze znany, przynajmniej ze słyszenia. Fajnie będzie móc go przetestować, bo wiem, że nie zdecydowałabym się w ciemno na pełnowymiarową wersję. Próbka 30g powinna mi starczyć na kilka razy, więc na pewno wyrobię sobie odpowiednią opinię :)
Cena około 11 zł.



Prócz wymienionych wyżej produktów, w pudełku znalazło się również kilka ulotek z kodami rabatowymi oraz dwie próbki: balsam Hempz Body (czyżby zapowiedź do jednego z następnych pudełek?) i zmywacz do paznokci w chusteczce z Cleanic.


Według Cutebox, wartość całej kwietniowej edycji to 111,80 zł. W moim przypadku, licząc dodatkowo peeling BodyBoom to ponad 120 zł. Muszę zaznaczyć, że trzeba się naprawdę postarać, żeby za mleczko z Be Organic dać więcej niż 25 zł. Sama nie wiem, najwyższej ceny jakiej potrafię się doszukać to 42 zł, ale bez problemu można je dostać o połowę taniej. Całość jednak bardzo mi się podoba, ponieważ tak czy siak wychodzimy na duży plus w naszych portfelach i nie tylko :) Jestem przekonana, że będę używać każdego produktu, gdyż nie pojawiło się nic, co od razu spisałabym na straty.


Zachęcam do komentowania i obserwowania :)

Copyright © 2014 LAOLAMIKU , Blogger